Poradnik · 7 min czytania
Strona internetowa dla trenera personalnego i studia jogi lub pilatesu: jak zamienić obserwujących z Instagrama w klientów
Obserwujących na Instagramie przybywa, a w wiadomościach ciągle wraca to samo pytanie: ile kosztuje trening i kiedy masz wolne. Strona internetowa dla trenera personalnego albo małego studia jogi czy pilatesu odpowiada na nie, zanim ktoś napisze, i prowadzi go do zapisu.
Rozpisuję, co powinno się na niej znaleźć: podstrony dla konkretnych celów klienta, cennik, zapisy na zajęcia, zgody na zdjęcia „przed i po” i dane o zdrowiu w ankiecie.
Sebastian Aluk prowadzi studio ALUK, projektuje i wdraża strony dla firm.
Najpierw darmowy szkic Twojej strony. Cenę na piśmie dostajesz, zanim cokolwiek zapłacisz.
Zamów darmowy szkicKomu pomagasz? Jedna podstrona na jeden cel klienta
Kobieta po drugim porodzie, która chce wrócić do biegania, i emeryt po wymianie stawu biodrowego szukają innego trenera. Jeśli strona mówi do obojga naraz („treningi dla każdego”), żadne z nich nie poczuje, że trafiło pod dobry adres. Podziel ofertę według celu, z którym klient przychodzi:
- Redukcja masy ciała: trening plus nawyki, bez obietnic kilogramów.
- Siła i sylwetka: dla osób, które chcą zacząć na siłowni albo wyjść z zastoju.
- Powrót do ruchu po kontuzji: napisz uczciwie, że rehabilitację prowadzi fizjoterapeuta, a Ty przejmujesz klienta po niej albo prowadzisz trening w porozumieniu z fizjoterapeutą.
- Ciąża i czas po porodzie: co sprawdzasz przed pierwszym treningiem i kiedy prosisz o zgodę lekarza prowadzącego.
- Seniorzy: tempo, równowaga, sprawność na co dzień, dojazd i dostępność sali.
Każda taka podstrona odpowiada na trzy pytania: z czym ten klient przychodzi, jak wygląda praca z nim tydzień po tygodniu i który pakiet mu pasuje. W studiu jogi czy pilatesu zamiast celów masz rodzaje zajęć: pilates dla początkujących, joga dla kobiet w ciąży, zajęcia na zdrowy kręgosłup. Logika zostaje ta sama.
Co zrobić: wybierz dwa albo trzy cele, z którymi przychodzi najwięcej Twoich klientów, i od nich zacznij. Lepiej mieć trzy dobre podstrony niż osiem pustych.
Cennik trenera personalnego: pakiety z ceną na stronie
Klient, który ogląda Twoje rolki od miesiąca, ma jedną wątpliwość: czy go na Ciebie stać. Jeśli strona tego nie mówi, musi napisać i czekać na odpowiedź. Część osób tego kroku nie zrobi.
Dobry cennik trenera personalnego zawiera:
- pojedynczy trening, pakiet kilku treningów i prowadzenie miesięczne, każde z ceną albo ceną „od”,
- co dokładnie jest w pakiecie: liczba spotkań, czas trwania, plan na dni bez trenera, kontakt między treningami,
- ważność pakietu i zasady odwoływania treningu,
- trening w parze albo w małej grupie, jeśli go prowadzisz,
- w studiu: wejście jednorazowe, karnety na liczbę wejść i karnet miesięczny.
Jeśli cena zależy od miejsca treningu (Twoja sala, siłownia klienta, dojazd do domu), podaj to wprost i daj przykład. Rozpiętość z wyjaśnieniem budzi więcej zaufania niż „cena do ustalenia”.
Pierwsza konsultacja jako główna akcja
Na stronie trenera jest wiele rzeczy, które można kliknąć: Instagram, YouTube, grafik, cennik, sklep z planami. Klient z telefonu potrzebuje jednej decyzji. Niech będzie nią pierwsza konsultacja: rozmowa, pomiary, krótki test ruchu i plan na start.
Co zrobić: ten sam przycisk „Umów pierwszą konsultację” na górze każdej podstrony i pod cennikiem. Po kliknięciu klient widzi wolne terminy albo krótki formularz: imię, telefon, cel, preferowane dni. Napisz, ile trwa konsultacja, gdzie się odbywa i czy jest płatna. Odpowiedz na zgłoszenie tego samego dnia, bo klient z Instagrama ogląda też innych trenerów.
Grafik zajęć i zapisy online w studiu jogi lub pilatesu
Studio ma inny problem niż trener. Klientka chce wiedzieć, czy we wtorek o 18:00 jest jeszcze miejsce na pilatesie dla początkujących. Grafik w formie zdjęcia na Instagramie tego nie powie, a zapis przez wiadomość kończy się listą w zeszycie.
Do zajęć grupowych służą systemy rezerwacji zajęć. Większość daje grafik z limitem miejsc, listę rezerwową, karnety na liczbę wejść, przypomnienia i płatność online, a na stronę wstawiasz widżet albo link. Zanim któryś wybierzesz, sprawdź:
- ile kosztuje abonament i jaką prowizję bierze operator płatności,
- czy klient musi zakładać konto w aplikacji, żeby zapisać się na jedne zajęcia,
- czy wyeksportujesz listę klientów i historię karnetów, gdy zechcesz zmienić system,
- czy grafik na stronie pokazuje wolne miejsca bez logowania.
Część platform działa też jak katalog, w którym klienci szukają studia, a Ty płacisz za ten ruch. Na przykładzie salonów porównałem to w tekście Booksy czy własna strona.
Sprzedając karnet przez stronę, zawierasz z klientem umowę na odległość. Konsument co do zasady może od takiej umowy odstąpić w ciągu 14 dni, a ustawa o prawach konsumenta zna od tego wyjątki. Czy któryś obejmuje Twój karnet, ustal z prawnikiem i zapisz w regulaminie razem z ważnością karnetu i zasadami odwoływania zajęć.
Przyjmujesz karty sportowe, na przykład MultiSport albo Medicover Sport? Napisz to przy grafiku i w cenniku, razem z zasadami: które zajęcia obejmują, czy trzeba się wcześniej zapisać, czy obowiązuje dopłata. Jeśli nie przyjmujesz, też to napisz. Oszczędzisz sobie tego pytania w wiadomościach.
Kwalifikacje i opinie zamiast obietnic efektów
Kursów i certyfikatów dla trenerów jest tyle, że klient nie odróżni jednego od drugiego. Lista skrótów niewiele mu powie. Przy każdym kursie dopisz, co z niego wynika dla klienta: „pracuję z kobietami w ciąży i po porodzie”, „prowadzę trening z osobami po sześćdziesiątce”. Dodaj, od kiedy pracujesz, gdzie trenujesz i z kim współpracujesz, na przykład z fizjoterapeutą albo dietetykiem.
Nie obiecuj efektu w określonym czasie. „Minus 10 kg w 12 tygodni” zależy od klienta, jego snu, jedzenia i tego, czy przychodzi na treningi. Opisz sposób pracy i to, jak mierzycie postępy.
Opinie zbieraj w profilu firmy w Google, bo tam szuka ich klient z okolicy. Zasady Google zabraniają oferowania korzyści za opinię, na przykład rabatu na kolejny pakiet, i proszenia o opinie tylko zadowolonych klientów. Poproś każdego po zakończonym pakiecie i wyślij mu bezpośredni link. Jak opinie wpływają na pozycję w mapach, opisałem w tekście jak być wyżej w Mapach Google.
Zdjęcia „przed i po” tylko za zgodą klienta
Przemiana klienta to Twój najmocniejszy materiał, ale na zdjęciu jest wizerunek innej osoby. Art. 81 ustawy o prawie autorskim mówi: „Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej”. Zgoda na wrzucenie zdjęcia na Instagram nie musi obejmować strony, a tym bardziej reklamy.
- Zbieraj zgodę na piśmie albo mailem i wymień w niej miejsca: strona, Instagram, reklamy.
- Zapisz, czy klient zgadza się na pokazanie twarzy i imienia, czy tylko sylwetki.
- Klient może zmienić zdanie. Przy każdym zdjęciu zapisz, skąd masz zgodę, żeby szybko je zdjąć.
- Nie obrabiaj zdjęć. Dopisz pod nimi czas i warunki, na przykład „16 tygodni, 3 treningi w tygodniu, plan żywienia od dietetyka”.
Ankieta o zdrowiu w formularzu a RODO
Trener pyta o kontuzje, choroby, leki i ciążę. To dane dotyczące zdrowia, a art. 9 RODO zalicza je do szczególnych kategorii danych. Wolno je przetwarzać tylko w wyjątkach wymienionych w tym artykule, a pierwszy z nich to wyraźna zgoda osoby, której dane dotyczą. Piszę jako programista, nie prawnik, więc szczegóły zgody i ankiety skonsultuj z kimś, kto zajmuje się ochroną danych.
Co zrobić: w formularzu zapisu na konsultację zostaw imię, kontakt, cel i dni. Ankietę zdrowotną wypełnij z klientem na pierwszym spotkaniu albo wyślij osobno, z wyraźną zgodą i informacją, kto ją przeczyta i jak długo ją przechowasz. Co jeszcze musi być przy formularzu, rozpisałem w tekście o RODO na stronie internetowej.
Link w bio i blog: skąd klient trafia na stronę
Instagram pozwala dodać w profilu do pięciu linków, ale odwiedzający widzi pierwszy, a resztę dopiero po kliknięciu. Linki otwierają się w przeglądarce wewnątrz aplikacji. Daj tam adres podstrony z jedną akcją: pierwsza konsultacja albo grafik zajęć. Kto przychodzi z rolki o treningu w ciąży, niech w opisie dostanie link do podstrony o ciąży. Kiedy wystarczy sam profil, a kiedy firma potrzebuje strony, opisałem w tekście czy firma potrzebuje strony internetowej.
Instagram pokazuje Cię ludziom, którzy już Cię obserwują albo trafią na rolkę. Google pokazuje Cię ludziom, którzy szukają trenera w okolicy teraz. Wpisują frazy w rodzaju „trener personalny Szczecin”, „pilates dla początkujących Pogodno”, „joga dla seniorów Gumieńce”. Podstrony celów odpowiadają na część z nich, a blog na resztę.
Jak wybrać tematy: przejrzyj wiadomości od klientów i zapisz pytania, które się powtarzają. „Jak wygląda pierwszy trening personalny”, „pilates czy joga na ból pleców”, „od którego tygodnia ciąży można ćwiczyć z trenerem”. Każde pytanie to jeden wpis, z nazwą miasta lub dzielnicy tam, gdzie pasuje, i linkiem do odpowiedniej podstrony. Jak lokalni klienci szukają usług, opisałem przy stronach internetowych w Szczecinie. Na efekty w Google czekasz miesiącami i nikt nie zagwarantuje Ci pozycji.
Jak to wygląda u mnie
Zaczynam od rozmowy: kto do Ciebie przychodzi, o co pyta w wiadomościach i jak dziś zapisujesz klientów. Potem rysuję darmowy szkic strony głównej i jednej podstrony celu. Cenę dostajesz na piśmie po rozmowie i szkicu, zanim cokolwiek zapłacisz. Od czego zależy kwota, opisałem w tekście ile kosztuje strona internetowa.
Dalej idę etapami: projekt, treści, zapisy i wdrożenie, a każdy etap akceptujesz przed następnym. Sesji zdjęciowych nie robię, zdjęcia z sali i treningów dajesz Ty. Zgody klientów na zdjęcia zbierasz Ty, ja przygotuję miejsce na stronie i podpowiem, jakie zdjęcia będą potrzebne.
Od czego zacząć
Otwórz wiadomości na Instagramie z ostatniego miesiąca i wypisz trzy pytania, które padają najczęściej. Odpowiedzi na nie to pierwsza wersja Twojej strony: cennik, grafik, opis pierwszej konsultacji.
Chcesz zobaczyć, jak to wyglądałoby dla Ciebie? Napisz do mnie kilka zdań o tym, kogo trenujesz, i podaj swój profil na Instagramie. Odpiszę tego samego dnia, a przed wyceną narysuję darmowy szkic strony.